OpenAI stawia czoła trudnej walce, twierdząc, że indyjski sąd nie może rozpatrywać spraw związanych z jej amerykańską działalnością w kraju, gdzie Telegram poniósł porażkę z podobnymi środkami ochrony, a amerykańskie firmy technologiczne muszą zmagać się z naciskami rządu w kwestii przestrzegania regulacji.
OpenAI, która traktuje Indie jako swój drugi co do wielkości rynek z milionami użytkowników, jest uwikłana w napiętą walkę sądową, wszczętą przez krajową agencję informacyjną ANI w związku z domniemanym wykorzystaniem chronionych prawem autorskim treści.
Sprawa nabrała rozgłosu w ostatnich tygodniach, kiedy wydawcy książek i grupy medialne, w tym miliarderzy Gautam Adani i Mukesh Ambani, połączyły siły, by wystąpić przeciwko OpenAI w tej sprawie.
Firma OpenAI, stawiająca czoła nowym wyzwaniom związanym z przełomowymi, tanimi obliczeniami opartymi na sztucznej inteligencji chińskiego startupu DeepSeek, twierdzi, że tworzy swoje modele AI, korzystając z publicznych informacji, zgodnie z zasadami uczciwego użytku. Firma zmaga się także z podobnymi pozwami o naruszenie praw autorskich w Stanach Zjednoczonych, Niemczech i Kanadzie.
Szczegóły sporów prawnych OpenAI w innych rynkach są nieznane, ale w New Delhi firma walczy z roszczeniami ANI, twierdząc w dokumentach sądowych, że jej warunki użytkowania wymagają rozstrzygania sporów wyłącznie w San Francisco i że firma znajduje się poza jurysdykcją indyjskich sądów i „nie ma żadnych serwerów ani centrów danych” w kraju.
„To argument z ery internetu, który dziś nie przejdzie w indyjskich sądach” – powiedział Dharmendra Chatur, partner Poovayya & Co., który doradza zagranicznym firmom technologicznym. „Google, X, Facebook świadczą usługi przez swoje zagraniczne firmy i są stronami procesów sądowych w całych Indiach” – dodał Chatur, wyjaśniając, że sądy zazwyczaj oceniają, czy strona internetowa jest dostępna i oferuje usługi klientom w Indiach przy rozstrzyganiu tej kwestii.
OpenAI nie odpowiedziało na zapytania Reuters w tej sprawie. Jej adwokat w Indiach, Amit Sibal, odmówił komentarza, powołując się na toczące się postępowanie sądowe.
Sześciu innych prawników oraz dwóch mianowanych przez sąd ekspertów w sprawie OpenAI, Arul George Skaria i Adarsh Ramanujan, stwierdzili, że indyjski sąd może rozpatrzyć tę sprawę.
„Jasno widać, że OpenAI udostępnia swoje interaktywne usługi użytkownikom w Indiach” – napisał Skaria w swoim wniosku do sądu z 25 stycznia, który nie został opublikowany, ale zapoznało się z nim Reuters.
Strona internetowa OpenAI pokazuje, że firma pobiera podatek w wysokości 18% od płatnych ofert w Indiach i niedawno ogłosiła „masowe przyjęcie ChatGPT” na tym kluczowym rynku.
W przypadku OpenAI-ANI całkowite zwycięstwo w kwestii jurysdykcji oznaczałoby, że firma nie musiałaby stawiać czoła roszczeniom o naruszenie praw autorskich w Indiach. Jeśli przegra ten argument, firma będzie musiała walczyć z roszczeniem ANI dotyczącym usunięcia danych treningowych oraz zapłaty 230 000 dolarów odszkodowania.
Sąd w Delhi planuje rozpatrzyć sprawę ponownie w lutym, rozstrzygając kwestie jurysdykcji i innych argumentów.
Odpowiadając na pytania dotyczące pozwu, agencja Reuters, która posiada 26% akcji ANI, stwierdziła, że nie bierze udziału w jego praktykach biznesowych ani operacjach.
"ZAGRANICZNY POZWANY"
Walcząc o kompetencje sądów indyjskich, prawnicy oraz mianowany przez sąd ekspert Skaria wskazali na orzeczenie z 2022 roku dotyczące Telegramu jako precedens prawny.
Indyjska autorka pozwała Telegram za ujawnienie jej chronionych prawem autorskim prac, które pojawiły się w grupach Telegramu, ale firma odmówiła ujawnienia szczegółów, twierdząc, że podlega przepisom prawa w Dubaju, gdzie ma swoją siedzibę, i posiada serwery poza Indiami.
Telegram ujawnił szczegóły po tym, jak sędzia w Delhi orzekł: „Nie ma już powszechnie akceptowanych pojęć terytorialności... (Decyzja Telegramu) o braku umiejscowienia serwerów w Indiach nie może pozbawić indyjskich sądów możliwości rozstrzygania sporów o prawa autorskie”.
Sąd nie nałożył żadnej kary.
OpenAI jednak twierdzi, że w Indiach istnieje precedens prawny z 2009 roku, który mówi, że sam fakt istnienia aplikacji lub strony internetowej w danym kraju nie oznacza, że sądy mogą przejąć jurysdykcję nad „zagranicznym pozwanym”.
Nawet jeśli argument OpenAI dotyczący jurysdykcji nie powstrzyma pozwu początkowo, indyjski prawnik zajmujący się własnością intelektualną powiedział, że może to pomóc firmie później udowodnić, że nakaz sądowy wymaga wykonania za granicą. Prawnik odmówił ujawnienia swojego nazwiska z powodu delikatności sprawy.
Choć rząd premiera Narendra Modiego nie jest stroną w procesie OpenAI, ma on złożone relacje miłości-nienawiści z Big Tech.
Minister IT Indii w 2021 roku wspomniał o amerykańskich firmach technologicznych i stwierdził, że ich „stanowisko, że ‘będę rządzony tylko przez prawo USA’… jest wyraźnie nieakceptowalne”.
W najostrzejszym publicznym starciu tego samego roku Twitter, teraz X, odmówił wykonania nakazów usunięcia określonych treści, a rząd wydał komunikat prasowy zatytułowany „Twitter musi przestrzegać prawa kraju”.
Później firma zgodziła się, ale pozwała Nowe Delhi. Sprawa wciąż trwa.
Zanim w Indiach pojawiły się problemy prawne, dyrektor generalny OpenAI, Sam Altman, planował wizytę w Indiach na 5 lutego. W mailu pokazano, że dwóch innych topowych menedżerów, James Hurston i Srinivas Narayanan, również planują być w Indiach.
„Indie są naprawdę ważne… widzimy masowe przyjęcie ChatGPT” – powiedziała w zeszłym roku dyrektor wykonawcza OpenAI w Indiach, Pragya Misra.